strona główna


oferta


galeria


o nas


strony użyteczne


kontakt


O nas

W okolice Smolnika, Woli Michowej, Prełuk, Duszatyna ciągnęło nas właściwie od zawsze... "Od zawsze", czyli od ponad 20 lat... Miałam 15 lat, kiedy zakochałam się w Woli Michowej, kiedy urzekła mnie Osława... Potem zakochałam się w swoim Mężu, którego poznałam w Komańczy, kiedy wysiadłam z pociągu w pewien mroźny, lutowy dzień... Potem ciągnęło nas tutaj już wspólnie, w każdej wolnej chwili! Uwielbialiśmy te miejsca, wtedy i dziś za to, że czas się tutaj jakby zatrzymał... Zawsze kameralnie, swojsko, w otoczeniu żyjącej swoim rytmem przyrody. Wtedy jeszcze nie przypuszczaliśmy nawet, że kiedykolwiek tutaj zamieszkamy...

Marzenie o prowadzeniu agroturystyki zrodziło się wiele lat temu. Miałam 18 lat, kiedy Kondzio zabrał mnie na Bratkówkę, w magiczne miejsce z czasów Jego dzieciństwa i wczesnej młodości. Kiedy zobaczyłam dom Gospodarzy stojący pośrodku lasu, na wzniesieniu, z którego roztaczał się zapierający dech w piersi widok na okoliczne lasy, łąki, pola, wiedziałam już, że chcę kiedyś w takim miejscu mieszkać i prowadzić agroturystykę. Wtedy mieliśmy jeszcze nadzieję, że tym miejscem będzie właśnie Bratkówka, zawsze bliska naszemu sercu! Ale losy tego miejsca potoczyły się inaczej, podobnie jak i nasze...

Potem wszystko zaczęło się toczyć standardowo... studia, praca, stabilizacja, każda wolna chwila spędzana w Bieszczadach, aby złapać trochę oddechu, wyciszyć się, naładować baterie na kolejny tydzień w pracy... trochę podróży, ale bez specjalnych wygód, najlepiej uazem :)

Aż pewnego majowego dnia przed siedmioma laty wybraliśmy się z plecakami w Bieszczady. "Skutkiem ubocznym" tej wędrówki było porzucenie bezpiecznej stabilizacji w mieście na konto życia w bieszczadzkiej wiosce... Jedno było pewne, chcieliśmy spełniać swoje marzenia! I tego się cały czas trzymaliśmy, mimo różnych perypetii, wzlotów i upadków, lepszych i gorszych chwil. Nie udało nam się na razie spełnić marzenia o własnym drewnianym domu pod lasem, ale wierzymy mocno, że to tylko kwestia czasu :). Ponieważ uwielbiamy stare domy i wszelkie starocie, już jako nastolatka, jeszcze bez konkretnych widoków na drewniany dom, "zaklepałam" sobie u Babci Wandy stary kredens, który stał u niej zawsze w spiżarni. Babcia słowa dotrzymała, po jej śmierci weszłam w posiadanie kredensu i jeszcze tylko domu brakuje do kompletu... :)

A tymczasem jest Chata w Prełukach. To tutaj staramy się stworzyć agro naszych marzeń :) na miarę możliwości jakie daje nam ten dom, a także naszych. Tutaj wcielamy w życie pomysły, które dojrzewały w naszych głowach czasem latami. Naszym pragnieniem jest stworzyć w chacie klimat, dzięki któremu nasi goście będą się w niej dobrze czuć. Lubimy gotować, z sentymentem wspominamy smaki z dzieciństwa, staramy się je odtwarzać i nie dopuszczać , aby popadły w zapomnienie, dlatego sięgamy do przepisów naszych babć i mam. Nie wyobrażamy sobie już życia w mieście... co i tak byłoby dość trudne z 3 psami, kotem, kozą z maleństwem, klaczą... Nie ma sensu się wygłupiać... :)